Ciepłego i słonecznego wakacyjnego dnia, Rainbow Dash wracała właśnie do swojego domu w Cloudsdale. Niedługo ma zamiar wyjechać na wczasy do Appleloosy, wprowadzi się na starą działkę Braeburn'a. Była już spakowana na wyjazd, niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Rainbow bez wahania otworzyła drzwi i spojrzała na gościa. Była to Spitfire, kapitan Wonderbolts, na pyszczku Rainbow od razu zagościł wielki uśmiech.
-Witaj Rainbow...- powiedziała Spitfire.
-Cześć Spitfire, mogę w czymś pomóc?.- Odpowiedziała śmiało.
-Doszły mnie słuchy od księżniczki Twilight Sparkle że chcesz na razie opuścić zielone tereny i zapuścić się w cieplejsze tereny, hmm?
-Oczywiście, wyjeżdżam do Appleloosy, zamieszkam na ten czas na starej działce Braeburn'a.
-Tak jak myślałam, na starej działce Braeburn'a... Uważaj na siebie... Podobnież zginęło tam wiele kucyków... Choć nie mam pojęcia czy to nie są tylko zwykłe bzdety... Ale przyszłam tu pogadać na inny temat, strasznie dużo robisz dla Wonderbolts a niedługo będą oficjalne kwalifikacje do naszej drużny... Nie siedź tam za długo bo przegapisz...
-A dokładnie którego?-uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Za tydzień... Ósmego... Na mnie już czas, musiałam ci tylko dostarczyć te informacje.
-No cóż, dziękuję więc...
-Miłej drogi... I obyś żyła... -zakończyła i odleciała.
Rainbow zamknęła drzwi i zsunęła się na podłogę mówiąc do siebie po cichu.
-Dlaczego miała bym nie przeżyć, to tylko stara działka...
Gdy nadszedł już czas wyjazdu, Rainbow chwyciła swe bagaże i poleciała prosto na przystanek. Czekał już na nią pociąg do Appleloosy, Rainbow podała bilet i wsiadła do pociągu. Nie czekając już na nikogo więcej, ruszył w stronę dzikich prerii. Siedząc w miejscu, Rainbow oglądała piękne widoki zza okna pociągu. Gdy była już po połowie drogi, zrobiło się bardzo gorąco iż dojechała już do prerii. Patrzyła dalej za okno gdy dojrzała jakąś pegazicę podobną do niej samej, tylko że była cała szara i prześwitująca. Dashie mrugnęła raz z przerażenia a klacz zniknęła, Rainbow ogarnęło wielkie przerażenie. Wystraszona oderwała się od okna i patrzyła przed siebie, w czasie drogi ani razu już nie wyjrzała przez okno. Dojechała już wreszcie do Appleloosy, na przystanku czekał na nią Braeburn. Powoli wyszła z pociągu starając się zapomnieć o tym co widziała w czasie drogi do miasteczka. Podeszła do kuzyna swej przyjaciółki AppleJack i odezwała się do niego.
-Cześć Braeburn, chciała bym jak najszybciej wypocząć bo w czasie drogi nie czułam się za dobrze. Zaprowadzisz mnie na twoją działkę?- spytała Rainbow.
-Oczywiście!- zagwizdał a przed nimi stanęła dorożka. - Panie przodem...
Rainbow uśmiechnęła się do niego po czym wsiadła do dorożki, Braeburn wskoczył tuż po niej. Dorożka natychmiastowo ruszyła w stronę dzikich prerii. W czasie drogi, Rainbow nie dojrzała żadnej dziwacznej, przezroczystej zjawy. Gdy dojechali wreszcie na posesję gdzie stała niewielka chatka, Braeburn okrzyknął z radością.
-To już tu! Moja stara działeczka!-wyskoczył z wozu i podał kopytko Rainbow by mogła spokojnie wysiąść. Rainbow wysiadła i spojrzała na dom, wyglądał on jak zwykła chatka do której dawno nikt nie wchodził.
-Może cię oprowadzę byś się nie pogubiła
-Dobrze, mogę się o coś zapytać?
-Wal śmiało!
-Czy w tych okolicach są jakieś zjawiska paranormalne?- Zapytała cicho.
-Jakieś tam kucyki mówiły rze widziały kucyki podobne do nich, ale ja wolę w to nie wierzyć.- Odpowiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz